Zmiany w mentalności

Kiedy w naszym kraju panował ustrój zwany demokracją ludową propaganda rządowa skutecznie deprecjonowała tych wszystkich, którzy decydowali się podjąć ryzyko założenia i prowadzenia własnej firmy. W niektórych branżach gospodarki było to prawnie niemożliwe, natomiast jak ktoś był wystarczająco zdeterminowany mógł prowadzić własny sklep, zakład rzemieślniczy czy gospodarstwo ogrodnicze. Przy braku większej konkurencji podmioty te były z reguły rentowne i nie narzekały na brak klientów. Natomiast właściciel musiał liczyć się z rozlicznymi kontrolami, dywidendami, często w formie zwyczajnie nękającej. Poza tym władza wmawiała społeczeństwu, że prywatny biznes to coś gorszego niż zakład państwowy, przypinano mu pogardliwa nazwę „prywaciarza”, „badylarza” i sugerowano nieuczciwość i balansowanie na granicy prawa. „Prywaciarz” z zasady był podejrzany. Dobra sytuacje finansową małych zakładów rzemieślniczych tłumaczono oszustwami i krętactwami, a nie ciężką pracą, pomysłowością i przedsiębiorczością właściciela. Nawet w produkcjach filmowych czy telewizyjnych osoba prowadząca prywatny biznes nigdy nie była postacią pozytywną. Dzieci właścicieli drobnych przedsiębiorstw prywatnych nie otrzymywały punktów na studia, jako przedstawiciele rodzimego kapitalizmu, choćby w tak skromnym wymiarze.

Both comments and pings are currently closed.